Gdzie znikają nasze głosy?

Zbliżamy się do drugiej tury wyborów prezydenckich i oglądamy wewnętrzny jazgot POPiS-u. Poziom dyskusji jest nędzny, "młodzi, wykształceni z dużych miast" zaskakują chamstwem i agresją we wpisach. Tak się skończyło 30- letnie lepienie "Europejczyka" nad Wisłą, "PiSiaka" w łyżce wody by taki utopił i to z wzajemnością.
Maski niby opadły, ale ta szmira grana jest nadal już bez masek i patetyczny spektakl demokracji zamienił się na naszych oczach w groteskę. Nad Wisłą jest jak wszędzie, do ostatniej chwili sondaże muszą być "na żyletkę", 50%:50%, aby napięcie rosło i cała uwaga była skupiona na trikach typu Zorro a nie na faktach, że żadna ze stron POPiS-u nigdy nie dowiozła od 30 lat większości obiecanek wyborczych. Od kilku lat na scenę demokracji w Polsce wkroczyła biologia, odchodzi partyjny beton, często na łono Abrahama, a młode pokolenie zaczyna być istotne w życiu politycznym. Od swego startu w 2019 roku Konfederacja bardzo się zmieniła, już nikt tam nie mówi i o likwidacji podatku od pracy, ale na nasze szczęście poseł Grzegorz Braun ze swoją "Koroną" zachował swój elektorat i to on określił język tych wyborów (2025). PiS sugeruje, że trzeba wyjść z UE, Ukraina przestaje być Narodem Wybranym, "zielony ład" jest bee, itd. Każdy z graczy ściga się ze swym rywalem po prawej stronie, aby nie oddać pola, nawet kandydat KO reformuje już "zielony ład", mimo że "planeta płonie".
Zwycięzca może być tylko jeden i wielu wyborców jest rozgoryczonych. Dostajemy liczne sygnały o próbach oszustw i ten obraz rozlewa się na cały horyzont zdarzeń. Zobaczmy jak to jest w terenie. Po ogłoszeniu wyników Państwowa Komisja Wyborcza (PKW) publikuje zbiorcze dane, ale też udostępnia szczegółowe wyniki cząstkowe z każdej komisji obwodowej. Tych komisji jest 32 143 i możemy dla każdej obejrzeć szczegółowe statystyki. Każdy z nas może porównać protokół własnej komisji z danymi opublikowanymi przez PKW. Możliwości oszustwa jest niewiele, ale są, trzy podstawowe to:
1) Przekładanie głosów X na "kupkę" Y i zaliczanie ich w ten sposób na konto Y
2) Dopisywanie na karcie do głosowania drugiego krzyżyka, co czyni taki głos nieważnym.
3) Zamianie karty z głosem na X na zupełnie pustą (lewą) kartę i uczynienie tego głosu nieważnym.
Próbowano wrzucać też trefne karty przyniesione ze sobą, ale to jest wyłapywane, jeśli nie mają pieczątki komisji.
Pierwszy sposób jest nie do wykrycia, jeśli w komisji nie mam ludzi, którzy są spoza lokalnego układu i wszyscy przymykają oczy lub nawet nie sprawdzają głosów rozłożonych na różne "kupki" przez "wtajemniczonych, starych wyjadaczy". Dzieje się tak w społecznościach małych, gdzie etaty rozdawane przez samorząd i lokalny układ to dobro rzadkie.
Drugi sposób, dopisywanie drugiego krzyżyka, też może się odbywać tylko tam, gdzie nikogo nie dziwi, że głosy liczone są przy pomocy długopisów... Osoby liczące głosy powinny mieć zakaz trzymania innych przedmiotów w rękach, bo gdy w ręce wpadnie głos na kandydata partii znienawidzonej to trudno się powstrzymać, aby czegoś tam nie dopisać i uczynić taki głos nieważnym. Na nasze szczęście to zjawisko jest opisane w protokołach poszczególnych komisji, zliczone są takie głosy i znamy ich liczbę. Na 19 684 242 wydanych kart odnotowano 25 574, czyli 0,13%.
Trzeci sposób, czyli podmiana głosu na X na pustą kartę jest niemierzalny, znamy tylko liczbę pustych kart bez krzyżyków i nie wiemy, które pochodzą od roztargnionych wyborców, a które od sprytnych członków komisji. Takich kart odnotowano 60 239 czyli 0,31%.
Mimo pozornej bezradności w tej sytuacji jesteśmy uzbrojeni w statystykę i możemy postawić wiele ciekawych tez, przy pomocy wyliczenia wskaźnika korelacji pomiędzy różnymi zjawiskami. Wskaźnik korelacji zawiera się w przedziale od minus jeden do jeden mówi nam, czy wzrost zjawisk A i B jest całkowicie współistotny (1) czy przeciwistotny (-1), czy mamy brak związku między A i B (0). Pozostałe wartości oznaczają siłę związku. Zaletą tego wskaźnika jest fakt, że jest on nieczuły na skalę zjawisk A i B i pokazuje nam tylko, czy jak rośnie A to czy rośnie, czy spada B.
Zacznijmy od siły związku między drugim i trzecim parametrem, czyli czy podwójne krzyżyki i puste karty to zjawiska sobie towarzyszące w poszczególnych komisjach. Współczynnik korelacji Pearsona miedzy tymi zjawiskami wynosi tylko 0,163, jest to mało. Praktycznie możemy powiedzieć, że lokale wyborcze dzielą się na takie, gdzie występują podwójne krzyżyki i takie, gdzie w urnach znaleziono puste karty. Nie jest tak, że w poszczególnych lokalach jednocześnie występowały oba zjawiska. Sprawdźmy zatem jak silne związki mamy pomiędzy łączną liczbą głosów nieważnych, a liczbą głosów na poszczególnych kandydatów, czyli jak bardzo popularność danych kandydatów idzie w parze z liczbą głosów nieważnych.

Mamy ranking, który jest bardzo trudny w interpretacji. Możemy zawsze postawić hipotezy przeciwne, że to, tam gdzie dany kandydat jest popularny usuwane są jego głosy lub, że to właśnie w miejscach, gdzie dany kandydat jest popularny ma w komisji swoich ludzi, którzy unieważniają głosy na przeciwników.
Historia nas uczy, że gdy konfederacja była na początku swej drogi i nie miała ludzi w komisjach, liderem tej tabeli był PSL. Czyli w komisjach, gdzie PSL miał wielu wyborców było najwięcej podwójnych krzyżyków. Dziś PSL jest częścią koalicji wystawiającej Szymona Hołownię, który mimo słabiutkiego wyniku, statystycznie jest mocno powiązany z liczbą głosów nieważnych. Siła tego związku 0,50 jest identyczna jak siła związku poparcia dla Rafała Trzaskowskiego a liczbą głosów nieważnych w poszczególnych komisjach.
Cokolwiek by nie myśleć o tym 85 813 głosów nieważnych nie ma wpływu na wynik wyborów, gdzie setki tysięcy i miliony decydują o kolejności na liście. Należy też na całym spektrum możliwości przyjąć, że głosy te są nieważne z powodu błędów samych wyborców, a jeśli ktoś woli, że to wypadkowa różnych wariantów.
Najlepszym sposobem, aby minimalizować te wątpliwości to osobiste zaangażowanie i praca w komisjach.
Paweł Klimczewski
Grafika: "Porwanie Europy", Rembrandt, 1632