Jeszcze tydzień do Anki

A 26 lipca przypada w sobotę i cały weekend będzie ciepły, bo w lipcu zasadniczo jest ciepło. Dokładne prognozowanie opadów jest trudne, bo w wyniku intensywnej wegetacji i parowania roślin błyskawicznie w południe pojawiają się duże chmury, które mogą dawać lokalne opady konwekcyjne.

Kolejną przyczyną trudności przewidywania jest duża, szczytowa w skali roku na naszej szerokości geograficznej, energia termiczna zgromadzona w atmosferze. Typowa dla lata chmura cumulonimbus widziana z kosmosu może sięgać 18 km wysokości i obejmować swym parasolem całe małe województwo, a woda w niej zgromadzona to nawet 800 milionów ton. Tonę waży samochód osobowy lub sześcian wody o wymiarach metr na metr na metr. Żeby odparować tyle wody z oceanu trzeba aby na ocean Słońce świeciło z mocą 700 miliardów watów przez miesiąc. Z tego możemy oszacować powierzchnię oceanu, jaka musi być ogrzewana by stworzyć taką chmurę. Jest to ok. 4000 km², czyli 1/5 Morza Bałtyckiego, ale w okolicach zwrotnikowych, gdyż u nas Słonce świeci pod zbyt ostrym kątem.

Warto sobie poćwiczyć te liczby, bo mówimy tylko o jednej wielkiej chmurze przykrywającej np. województwo opolskie, a chmur burzowych na świecie jest multum, nie licząc cyklonów. Stajemy tu przed potęgą Słońca, które jest dosłownie rdzeniem reaktora jądrowego bez żadnych osłon i jest większe 109 razy od Ziemi. Z racji odległości od Słońca, Ziemia otrzymuje +-0,0000000453%, czyli +-0,45 miliardowej części całkowitej energii Słońca. W obliczu takich sił człowiek jest bezradny i nie może zapanować nad cyrkulacjami atmosferycznymi, lokalne rozpędzanie chmur konwekcyjnych nie ma wpływu na nadchodzące fronty niżowe znad Atlantyku, czy inne, analogiczne cyklony na wszystkich oceanach. Sama energia zgromadzona w falach morskich jest poza ludzką wyobraźnią, a wszytko to pochodzi ze Słońca.

Zatem korzystajmy z pełni lata, bo już po następnym weekendzie, jak mówi stara mądrość, zimne wieczory i ranki. Ten "magiczny" punkt w kalendarzu wynika z kształtu cosinusoidy. 26 lipca na wykresie jest oznaczony na zielono, widać wyraźnie, że od tego mementu dnia zacznie ubywać już w sposób zauważalny i będziemy zmierzać do jesiennego przesilenia za dwa miesiące, co ilustruje minimum niebieskich słupków wykresu. Na wykresie "przyrost" ma wartości ujemne, zatem czytamy to jako ubytek długości dnia. Wtedy linia czerwona, będzie opadać najszybciej w roku, czyli dzień zrówna się z nocą, ale na to jeszcze mamy czas.
Po 26 lipca zaczaimy się na raporty śniegu w Arktyce i zobaczymy, czy znów w nocy 1 sierpnia za sprawą banalnego "wygumkowania z wykresów znikną "magicznie "miliardy ton śniegu jak w latach ubiegłych, co będzie "niezbitym dowodem globalnego ocieplenia".
Paweł Klimczewski