Gdzie te huragany, co ugaszą planetę?

Mamy juz teoretycznie od kilku tygodni sezon huraganów na Atlantyku, ale na Ocenie spokojnie. Na styku arktycznego powietrza i tropikalnego Golfsztromu burza tropikalna Cristobal rozpędziła wiatr raptem do 65 km/h i ucichła. Takie prędkości osiągają dziewczyny z przedmieścia na wrotkach, zatem to nie kataklizm, jakby jakiś kosmiczny strażak ugasił pożar planety tlący się w słabych umysłach podatnych na ruchome, kolorowe obrazki.

Od dekad słyszymy, że “już za chwileczkę, już za momencik” za lat kilka zatoną wyspy na Pacyfiku, Arktyka się roztopi, itp. aby przenieść się do przyszłości wystarczy poczekać, zatem odczekaliśmy te lata i sprawdzamy.
Wracamy do przeszłości, czyli mówimy tym straszycielom: “patrzcie jest zupełnie odwrotnie, lody Arktyki rosną, wyspy są jak były”, ale oni nie chcą tego słyszeć, to są ludzie całkiem nieracjonalni, w tym cała akademia z drobnymi wyjątkami. Doczekaliśmy chwili, gdy tytuł naukowy w tych dziedzinach to obciach.

Jesteśmy tuż po nowiu, gdy grawitacja Księżyca tworzy największe pływy oceaniczne i najbardziej deformuje powierzchnie oceanów. Ciepła woda ze środka Atlantyku wleje się na szelfy kontynentów i coś się stanie, ale nie wiadomo, co. Ilość zmiennych jest olbrzymia, a ich większość nie jest brana pod uwagę w “modelach klimatycznych”, które są po prostu maszynkami do wyciągania kasy z “grantów”.

Z mapy z kontynentami i morskimi głębinami łatwo ocenić, że Księży przechodzący jak miesiąc temu nad Morzem Północnym, gdzie są płycizny, zupełnie inaczej zadziała niż, gdy przechodzi między Afryką i Karaibami, gdzie mamy głębiny.

Za dobę dowiemy się, czy te potężne ruchy oceanu wzmocnią, czy osłabią dwa zarodki huraganów na południu. Ich brak w Europie oznacza suszę, ostatnia nadzieja to głębokie niże rodzące się przy brzegach USA, gdzie woda ma blisko 30 C.
Mądra babcia mówiła: “Synku, pamiętaj, nie jedź nigdy tam, gdzie jadą wszyscy.”
Paweł Klimczewski