Gagauzja, kraina która wędruje.

Kilka godzin jazdy z Polski, na terenie Mołdawii leży Gagauzja, a właściwie Terytorium Autonomiczne Gagauzji, zamieszkałe przez prawosławnych Gagauzów, lud turkmeński.

Gagauzki w strojach ludowych.

Pierwsza Gagauzka jaką spotkałem pracowała w hotelu, w Turcji, u O tym narodzie dowiedziałem się podczas przygotowań podróży do Mołdawii, która nigdy nie doszła do skutku. Życie lubi zaskakiwać, pierwsza Gagauzka, jaką spotkałem, pracowała w hotelu, w Turcji, u mojego zaprzyjaźnionego Kurda Ismeta. Oni rozmawiali po turecku, co mi bardzo pomagało, bo dopiero zaczynałem się uczyć tego języka a Kurd nie miał do mnie cierpliwości, gdy łamałem turecki. Z Kurdem rozmawiałem po angielsku, z Gagauzką po rosyjsku, ale gdy przypomniałem sobie kilka rumuńskich zwrotów i puściłem w barze muzykę z rumuńskiego wesela, Gagauzka była zachwycona. Mołdawia to taki mix, dawniej nazywana Besarabią była pograniczem katolicyzmu, prawosławia i islamu. Dziś leży na pograniczu interesów UE (Rumuni), USA (Ukrainy) i Rosji (Naddniestrze).

Gagauzja na mapie

Terytorium Autonomiczne Gagauzji jest zdefiniowane jako rozrzucony zbiór gmin, gdzie dominują Gagauzi. Jeśli w dowolnej z mołdawskich gmin urodzi się mały Gagauz i gmina ta liczebnie przekroczy wyznaczony  procentowy parytet Gagauzów, to staje się Terytorium Autonomiczne Gagauzji jest zdefiniowane jako rozrzucony zbiór gmin, gdzie dominują Gagauzi. Jeśli w dowolnej z mołdawskich gmin urodzi się mały Gagauz i gmina ta liczebnie przekroczy wyznaczony  procentowy parytet Gagauzów, to staje się częścią Gagauzji, tak po prostu. Trzeba przyznać, że świat jest o wiele bardziej kolorowy, niż to widzimy w Europie.  Kolorowy, jak stroje ludowe tego ludu, który przez wieki żył na granicy Rzeczpospolitej a dziś w Polsce jest prawie nieznany.

Gagauzki Zespół ludowy

Gagauzów jest mniej niż 200 tysięcy, ale ich tożsamość jest na tyle silna, że przetrwali setki lat jako naród. Podobnych narodów wokół Morza Czarnego jest wiele, szczególnie po jego drugiej stronie, na Kaukazie.

Paweł Klimczewski

Jeśli uważasz moje analizy i publikacje za pożyteczne możesz mnie wesprzeć dowolną kwotą na konto:

mBank : 87 1140 2017 0000 4002 1094 2334

Paweł Klimczewski, tytułem: wpłata

Dziękuję ze wsparcie niezależności mediów w Polsce.

Jurta, krymka i nafta.

W odpowiedzi na mój tekst „Dlaczego polski sejm to mongolska jurta?” Monika Klimowska nadesłała doskonały materiał o polskich, silnych związkach z naftowym biznesem na Kaukazie na początku  XX wieku i jego zagrabieniu oraz biernej roli państwa polskiego do dziś, w tej kryminalnej opowieści z Rothschildami w tle.

Baku 2021, Azerbejdżan

Dziś to widzimy doskonale, że tradycje sanacyjne to całkowita poddańczość międzynarodowym szajkom w zamian za bezkarność i ochronę. Tak wyszło, że dziś ruszyła inicjatywa Norymberga 2.0, której celem jest zatrzymanie tej bezkarności. Ten tekst to kolejny krok w odkrywaniu naszej mocno przystrzyżonej a bogatej historii.

Miłej lektury w orientalnym nastroju.

Paweł Klimczewski

Jurta, krymka i nafta.

Monika Klimowska

Jurta, ale podpierana ułomkami półkolumn jońskich i fryzem rzeźbiarskim opasana. Czyli cyrk okrutny, metysaż jakowyś, hybryda. Kontaminacja. Republikańsko-orientalna, toż to aż niewymowne się wydaje – jak gacie. Najgorszy z możliwych metysaży. A obok moskwicina, który nazwę rodu swego od końskiego łajna wywodzi,  zalegać bowiem tam musiało,  gdzie orda stacjonowała, podobnie też duża część mieszkańców lasostepu ukrainnego po zapadlinach i wąwozach kurenie swoje chowająca, zbliżone miała pochodzenie. A my? – z polan, bagien prypeckich, czy innych błot, czy też z Azji?, My, z Azjopy? Wyszukiwarka podrzuca na to hasło najczęściej „ idealizacyjne modele rosyjskiej polityki zagranicznej”. Nie, nie o to chodzi. O Sarmatów.

PazyrikHorseman – Pazyryk – Wikipedia, wolna(stronnicza) encyklopedia https://pl.wikipedia.org/wiki/Pazyryk

Nasz ten zmaterializowany kurułtaj pasuje do łbów podgolonych i do gustów, nawet i ówcześnie jeszcze panujących, bowiem makaty buczackie i kilimy ściany zdobiły w niejednym inteligenckim domostwie. Taką też widać np. na zdjęciach jasnowidza Ossowieckiego. Oczywiście kochaliśmy przy tym miłością serdeczną klasycyzm, o czym dworki nasze najlepiej świadczą, z gankami kolumnowymi pod tympanonami. A że przywiązanie do tego wzoru odżyło po 1989 roku, świadczą upiorne ganki wsparte na otynkowanych rurach kanalizacyjnych i dworkowe grodzone osiedle gdzieś pod Warszawą, w którym na niewielkich parcelach dworek obok dworku stoi niczym nieszczęsne bydło w chowie przemysłowym.

Rzecz wiadoma i powszechnie znana – skąd nasz strój narodowy, materią na który zaopatrywało Rzeczypospolitą obojga narodów około 700 Ormian, głównie z Kamieńca i Lwowa. Z Persji i Turcji przywożoną, że o broni nie wspomnę, kałkanach, rzędach końskich turkusami nabijanych, szablach, wśród których obok tureckich, perskich, nawet i indyjskich nie brakowało. (Indyjską zobaczyć można na Wawelu, a laickie oko od perskiej jej nie odróżni). Orientalizacja naszych gustów związana była z sarmatyzmem i tu pytanie ciśnie się uparte: czyżby Sarmaty nasze wąsate tak sobie tylko to wydumały?

Wiedzę czerpały od Macieja Miechowity, autora traktatu De duabus Sarmatiis. Europeana et Asiana, który w księdze onej nam tę genealogię sprokurował, przed scytyjskim pochodzeniem nas ratując, bardzo wówczas nie w modzie. Miechowita polemizował z nieprzychylnym Polsce Eneaszem Piccolominim, przypisującym Słowianom pochodzenie od Scytów. Byli oni wprawdzie ludem starożytnym, jednak zostali opisani przez Herodota jako wyjątkowo dzicy, azjatyccy barbarzyńcy. Od Scytów nikt nie chciał pochodzić, taka parantela wykluczała z grona szanowanych narodów europejskich. Miechowita powiązał więc Słowian z Sarmatami, którzy występowali w starożytnych tekstach greckich i rzymskich. Powołał się na autorytet Ptolemeusza z Aleksandrii, który Sarmacją nazywał równiny wschodniej i północno-wschodniej Europy”.

Tam – na stepy, po krawędzie naszej Polski docierała nawet i broń chińska z samego państwa środka i ponoć nawet któryś z cesarzy otoczył się słowiańska gwardią. Bajda to czy bujda – nie wiem, ale jasne, że do Saków, Scytami także zwanych, o wiele nam bliżej niż do samych Chin, których władza za wspaniałych Tangów sięgała po Morze Kaspijskie. Kontakty jakieś z Sakami i Sarmatami mieć musieliśmy. My – ale kto? Rozpatrzeć  trzeba byłoby teorie pochodzenia Słowian, czego z uwagi na obszerność tego zagadnienia tu jednak uczynić się da.

Jakie motywy kierowały architektem? Architektura warszawskiego kompleksu sejmowego jest wielowątkowa i zdaniem specjalistów odzwierciedla zmienność ducha zmieniających się czasów jak ujmuje to  jeden z najważniejszych historyków architektury, Nikolaus Pevsner. Nie jest jednorodnym założeniem, w przeciwieństwie do budynków parlamentów wznoszonych w XIX w. w innych krajach. W rotundzie upatrują architekci nawiązanie do formy amfiteatru,co od zewnątrz znalazło swój wyraz w półkolumnach i fryzie.  Lud budowli tej nadaje jednak miano cyrku, o tyle zasadnie, jeśli pod uwagę wziąć jakość odbywających się tam posiedzeń, choć takim np. włoskim parlamentarnym wałynkom nie dorównują. U nas jakby bardziej koturnowo, a ganiać się i okładać na koturnach jakby nijak.

Podobieństwo kształtu zewnętrznego tej areny do jurty uznać można by i za osobliwą – bo architektoniczną – pomyłkę freudowską, skoro my, z naszych koturnów, do wzorców  republikańskich aspirujemy (arena, amfiteatr, fryz, półkolumny) a zadaszenie jakby z tymi wzorcami nie licuje. Widok jurt i Pazyryków jakichś mocno domniemanych z otchłani archetypów nasuwając na tę konstrukcję, niczym czapkę na łeb. Czapkę? Kołpak raczej, czy inną krymkę tatarską, lubo tiubietejkę ludów Azji Środkowej? Zagadkę tę pozostawiam do zabawy innym, dodam jeszcze tylko, że niezależnie od swojej formy, czapa, kapelusz, czy choćby krymka i jarmułka w podejściu psychoanalitycznym oznaczać może chęć ukrycia, czy choćby tylko częściowego zakrycia tożsamości.

LionSun I Star – Perski Order Lwa i Słońca – Wikipedia, https://pl.wikipedia.org/wiki/Order_Lwa_i_S%C5%82o%C5%84ca

A skoro Skórewicz wcześniej działał w Baku, nie sposób nie wspomnieć, że niemal całe to miasto zbudowali polscy architekci, a naftę zawdzięcza ono inżynierowi Zglenickiemu, absolutnie pierwszemu wynalazcy platformy wiertniczej. Uczeń Mendelejewa, wolny czas i fundusze spędzał na poszukiwaniach złóż ropy naftowej i metod jej wydobycia. To on wyznaczył podmorskie działki naftowe, określił ich zasobność, ustalił złoża naturalne na tym terenie i, jak pisały gazety, z Baku „uczynił naftowe Eldorado”. W 1901 r. ok. 1700 szybów w Baku dostarczało 50 % światowego wydobycia ropy naftowej, a liczba jego mieszkańców wzrosła w ciągu ćwierćwiecza z 16 do 210 tys. Jedną z liczniejszych grup narodowościowych stanowili tam Polacy.

Przez szacha Persji Zglenicki odznaczony został jej najwyższym wówczas perskim odznaczeniem, Orderem Lwa i Słońca.

Dochody ze swoich pól naftowych inżynier zapisał na cele nauki polskiej i utworzenia stosownej Fundacji wspierającej polską naukę, uposażając w tym celu Kasę im. Józefa Mianowskiego. Był to majątek większy od przekazanego przez Alfreda Nobla jego słynnej fundacji. 

I tu na scenę wkraczają Rotszyldowie. Realizując testament Zglenickiego, jego przyjaciel i prawnik wbrew jego postanowieniom sprzedał, a część działek wydzierżawił Towarzystwu Kaspijsko-Czarnomorskiemu, które należało do paryskiej gałęzi Rothschildów. Jak podał w 2005 roku Marek Zawadzki, prezes Fundacji Nauki Polskiej im. inż. Witolda Zglenickiego, według „niektórych źródeł, rodziny Zglenickich i wdowy po inżynierze, zaledwie 20% należnych sum trafiało do Kasy im. Mianowskiego. Z tego powodu pod wpływem polskiej opinii publicznej, w roku 1910 wytoczono proces o unieważnienie zawartych umów. Chęć eksploatacji złóż nafty wyraziła spółka Rylskich, rodziny polskich przemysłowców działających na Kaukazie. Oferowała ona znacznie korzystniejsze warunki finansowe. Być może nie starczyło w Rosji woli politycznej lub Rothschildowie mieli lepszych prawników, rodzina Zglenickich – ze szkodą dla nauki polskiej – procesu nie wygrała. Niedługo potem wybuchła I wojna światowa i w jej konsekwencji Rewolucja Bolszewicka”.

Sprawa zapisu inż. Zglenickiego wracała kilkakrotnie, najpierw po wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r. podczas negocjacji pokojowych w Rydze, potem w 1944 r. rodzina zwracała się do komunistycznego rządu polskiego (PKWN), a później jeszcze w latach 80. do gen. Jaruzelskiego. I oczywiście niczego nie wskórano.

O jakie pieniądze może chodzić? Jak pisze Zawadzki: „zapis Zglenickiego miał wartość ogromną i z pewnością przerastał uważane dotychczas za największe, zapisy królowej Św. Jadwigi – zapisy na odnowienie Akademii Krakowskiej, czy też jej ufundowanie w XIV wieku przez króla Kazimierza Wielkiego. (…) wiadomo, że Rothschildowie mieli obowiązek przekazywać fundacji rynkową równowartość 16% wydobywanego gazu i 20% nafty. Uwzględniając to oraz świadectwa rodziny Zglenickich i wdowy po inżynierze (która została przez niego zabezpieczona finansowo i nigdy nie rościła sobie pretensji do majątku zapisanego na rzecz polskiej nauki), a także inflacyjne i deflacyjne zmiany wartości waluty amerykańskiej (zgodnie z calculatorem Banku Rezerwy Federalnej w Minneapolis), Towarzystwo Kaspijsko-Czarnomorskie Rotschildów tylko w latach 1908 – 1915, powinno przekazać sumę 220.000.000 dzisiejszych USD. Być może kwota ta byłaby większa, gdyby dodatkowo uwzględnić wzrost cen nafty w minionych latach. Może oznaczać to, że w tym okresie z szybów Zglenickiego wydobyto naftę o wartości minimum 1.100.000.000 USD.” Przy czym są to sumy z pionierskiego okresu eksploatacji lądowych działek naftowych Inżyniera, a „wydobycie na wielką skalę rozpoczęło się po 1923 r. i z działek morskich”.

Fundacja Nauki Polskiej im. inż. Witolda Zglenickiego to organizacja pozarządowa. Czym innym jest Fundacja na rzecz Nauki Polskiej (FNP) założona w lutym1991 r., która otrzymała kwotę 95 mln zł, z części likwidowanego wówczas Centralnego Funduszu Rozwoju Nauki i Techniki. Obecnie fundacja, której prezesował Zawadzki jest w stanie likwidacji. I jakoś o niej cicho, cichutko, a jej strona internetowa nie jest dostępna.

Inżynier Witold Zglenicki i polski Nobel (hotnews.pl) – artykuł Zawadzkiego z 2005 r. 

I link do mojego artykułu o Scytach przed „scytyjską” wystawą w British Museum: Z Ermitażu do British Museum za marmury lorda Elgina | dzieje.pl – Historia Polski

https://dzieje.pl/dziedzictwo-kulturowe/z-ermitazu-do-british-museum-za-marmury-lorda-elgina

Warszawa 2021-08-08

Monika Klimowska